PRZEKAŻ 1% TWOJEGO PODATKU

KLIKNIJ I DOFINANSUJ POMOC
WEŹ UDZIAŁ W PMM AKCJA SOS
WPŁAĆ DOWOLNĄ KWOTĘ NA KONTO

Pobierz program PIT

Szpital Nyangao - Tanzania

Szpital Nyangao - Tanzania

Zanim kogut zapieje pierwszy raz, życie wokół szpitala toczy się już w pełni. Bo życie w Afryce kończy się i zaczyna zupełnie inaczej niż w Europie.

Znad palenisk unosi się dym, a w przyszpitalnych barakach dziesiątki kobiet tłoczą się w ciemnych pomieszczeniach, kiedy nad Nyangao wstaje świt. To krewne i żony pacjentów. Szpital nie zapewnia chorym pożywienia, dlatego kiedy schorowany trafia do szpitala, ktoś bliski musi przyjechać tutaj z nim. Nyangao to kilkunastotysięczne miasteczko położone w regionie Lindi na południowo-wschodnim krańcu Tanzanii. To tutaj w 1959 roku siostra Tekla Stinnesbeck postanowiła otworzyć pierwszy w regionie szpital.

Dziś szpital w Nyangao służy nie tylko mieszkańcom regionu Lindi. Władze ośrodka zdrowia szacują, że ich  placówka jest jedyną w zasięgu dla prawie 900 tysięcy ludzi. Pacjenci przyjeżdżają do Nyangao nawet z sąsiedniego Mozambiku.

Swój dyżur w przyszpitalnej przychodni zaczyna właśnie doktor Jack - Jacek Szewczyk - pediatra, który na co dzień swoje życie dzieli między Polskę a Wielką Brytanię. Przyjechał tutaj razem z Polską Misją Medyczną, żeby pomagać dzieciom. Uwielbiają go, bo od Jacka bije ciepło. Spędzam z nim kilkanaście minut, obserwując jak przyjmuje kolejnych małych pacjentów. Choć często przynoszone są do gabinetu zupełnie wystraszone, wystarczy, że doktor Jack zrobi do nich śmieszną minę czy uszczypnie z czułością w ramię, a te natychmiast się uspokajają.

- Mierzymy się tu z masą problemów. Niektóre dzieci, trafiają do nas, gdy jest już za późno. - dodaje Szewczyk. Idziemy na tutejszy NICU - Oddział Intensywnej Opieki Noworodka. To kilka starych łóżek z kocami i jeden inkubator. W dwóch ciasnych pomieszczeniach jest upalnie, goręcej nawet niż na dworze. Jednak wysoka temperatura pomaga przetrwać m.in. wcześniakom, które tu trafiają.
Przysiadamy na jednym z łóżek. 17-dniową Saumu mama przyniosła do szpitala prawie 2 tygodnie po urodzeniu. 4 dni wcześniej do szpitala przyjął ją Jacek. Diagnoza - zapalenie opon m
ózgowych.

Dzięki szybkiej reakcji lokalnych lekarzy i pomocy Polskiej Misji Medycznej, dziecko udało się uratować. Ale Jacek szybko dodaje: - Gdybyśmy byli w Wielkiej Brytanii dziecko natychmiast zostałoby podłączone do dziesiątek urządzeń i zebrałoby się nad nim konsylium profesorów.

Już niedługo w szpitalu w Nyangao zacznie działać zupełnie nowy oddział dla dzieci, których życie jest zagrożone. Nieopodal kilkunastu robotników buduje nowe skrzydło szpitala. Oprócz Oddziału Intensywnej Opieki Noworodka powstanie tu także oddział położniczy. Ze względu na trudne warunki życia - braki z zakresu żywienia i trudności z dostępem do czystej wody - wiele matek choruje na anemię. W czasie ciąży dziecko nie rozwija się prawidłowo. Wcześniactwo czy śmierć dzieci w czasie porodu albo jeszcze w łonie matki jest w Tanzanii częste.
Razem z Jackiem do szpitala w Nyangao przyjechała Beata Stecz-Niciak, w Polsce pracuje jako położniczka w jednym z bydgoskich szpitali.

- Co najbardziej zaskoczyło mnie na miejscu? Chyba skala anemii wśród ciężarnych. Duża jest też liczba pacjentek zarażonych wirusem HIV. Opowiada mi o jednej ze swoich pacjentek.

Shaila urodziła się kilka dni temu i już musiała stoczyć pierwszą walkę o życie. W toku ciąży jej mama dowiedziała się, że jest nosicielką wirusa HIV. W Tanzanii nowych nosicieli wirusa przybywa prawie 200 każdego dnia. Dla porównania w Wielkiej Brytanii - liczniejszej od Tanzanii o prawie 20 milionów mieszkańców - to 11 osób dziennie.

- Choć problem HIV w Afryce nadal jest bardzo poważny to  Tanzania wykonała w ciągu ostatniej dekady ogromny postęp, jeśli chodzi o profilaktykę i leczenie wirusa. Prawie 3/4 nosicieli wirusa jest świadoma swojej choroby, a ponad 90 procent spośród nich przyjmuje leki antyretrowirusowe. - dodaje Beata.

Oddział Położniczy sąsiaduje z blokiem operacyjnym. W dwóch salach wykonuje się kilka operacji dziennie. W jednej z nich pacjent szykowany jest do operacji amputacji nogi. W warunkach tanzańskich pomoc lekarska często jest dostarczana zbyt późno, a chorzy zwlekają z wyprawą do szpitala (odległą i kosztowną), dlatego nawet niezbyt poważna rana potrafi rozwinąć się w bardzo rozległe zakażenie i wtedy konieczna jest amputacja.

W Nyangao upalne, wypalone słońcem dni, choć zaczynają się jeszcze przed piątą rano, gasną szybko. W natłoku kolejnych pacjentów i trudnej walki o ludzkie życie godziny mijają niezauważenie. Kiedy wieczorem wychodzę ze szpitala atmosfera cichnie. W powietrzu słychać śpiew kobiet i mężczyzn - to lokalny chór, który każdego wieczora, kiedy upał odpuszcza, a słońce chowa się gdzieś daleko za oceanem, ma obok szpitala swoje próby. Piękne tanzańskie śpiewy niosą się po okolicy, a pacjenci i ich rodziny usypiają by kolejnego dnia przed świtem, znów rozpocząć walkę o zdrowie, a często także o życie.

Rozliczenie PIT we współpracy z Instytutem Wsparcia Organizacji Pozarządowych w ramach projektu PITax.pl dla OPP