POMÓŻ NAM POMAGAĆ

PRZEKAŻ 1%TWOJEGO PODATKU
WEŹ UDZIAŁ W PMM AKCJA SOS
WPŁAĆ DOWOLNĄ KWOTĘ NA KONTO

Wolontariuszki w Katondwe cz. II

Wolontariuszki w Katondwe cz. II

 Relacja Agnieszki Wasilewskiej i Magdaleny Mrozowskiej

Życie w Zambii znacznie różni się od tego w Europie. Ludzie zmagają się tu nie tylko z chorobami, o których pisałyśmy w pierwszej części naszej relacji, ale przede wszystkim z biedą i brakiem żywności. Często jedzą jedynie jeden posiłek w ciągu dnia, na który składa się papka z mąki kukurydzianej (dla nas, „białych” czyli „muzungu”, smakuje ona mniej więcej jak zaprawa), ewentualnie trochę fasoli czy kapusty. Jednocześnie ich codziennie obowiązki wymagają wiele sił: pracują przy połowie ryb, wyplataniu koszy i mat oraz zajmują się bardzo ciężką pracą w polu; kobiety równocześnie opiekują się kilkorgiem dzieci, te mniejsze dźwigając na plecach zawinięte w tzw. czitengę. Udając się nad rzekę, aby zrobić pranie czy łowić ryby, mieszkańcy są narażeni nie tylko na bytujące w wodzie przywry wywołujące bilharcjozę, ale także na ataki krokodyli, które potrafią się czaić tuż przy brzegu i z niesamowitą prędkością wyskoczyć w kierunku swojej ofiary. Problemem w znacznej części kraju jest brak prądu i bieżącej wody. Mimo to mieszkańcy zdają się nie tracić ducha; zasadniczo są oni bardzo serdeczni i tolerancyjni, uwielbiają śpiew i taniec (jakie oni mają poczucie rytmu i harmonii!), a ponieważ panuje tu model rodziny wielodzietnej i wielopokoleniowej, dużo czasu spędzają wśród swoich najbliższych.

Nasz dotychczasowy pobyt w Katondwe przynosi nam wciąż nowe doświadczenia. Jest dla nas wielką radością móc poznać afrykański kontynent wraz z jego bogactwem przyrodniczym i kulturowym, nie mówiąc już o tym ile nauczyłyśmy się podczas pracy z pacjentami, mimo że gościmy tu niecałe dwa miesiące. Wiele występujących tu chorób znałyśmy tylko z książek i opowieści. Uczymy się też radzić sobie w nowych warunkach, zawsze jednak jesteśmy otoczone ogromną troską i uwagą kochanych Sióstr, które niestrudzenie wprowadzają nas w tajniki medycyny tropikalnej, a przy tym dbają, by niczego nam nie brakowało i pomagają we wszystkim, zanim nawet zdążymy o to poprosić. Dzięki nim i pielęgnowanym przez nie polskim tradycjom również Święta Bożego Narodzenia, choć przeżywane poza domem, były piękne i wzruszające. Nasza codzienna praca jest także źródłem wielu małych radości. Zawsze to bardzo cieszy, kiedy uda się pomóc pacjentowi, gdy wychodzi on od nas uśmiechnięty, zadowolony, mówi że go już nie boli, że lepiej się czuje.

Jak to w życiu, bywają także małe trudności. Mimo że siostry wykonały naprawdę gigantyczną pracę, by zapewnić obecne standardy medyczne i wprowadziły wiele rewelacyjnych jak na tutejsze warunki rozwiązań, możliwości diagnostyczne i lecznicze są tu jednak w dalszym ciągu ograniczone. Brakuje możliwości zrobienia niektórych badań laboratoryjnych, takich jak ocena funkcji nerek, tarczycy czy poziomu elektrolitów. Nie ma tomografii komputerowej, która mogłaby wyjaśnić sporne przypadki czy pomóc przy urazach głowy ani endoskopii. Bywają przerwy w dostawie prądu, jednak Siostry dzielnie walczą z brakiem elektryczności, montując baterie słoneczne w kolejnych skrzydłach szpitala. Nie zawsze też są dostępne odpowiednie leki. Wielu z nich nie byłoby w ogóle, gdyby nie trud Sióstr oraz dobrych ludzi, by sprowadzić je z Polski. Prawdziwym wyzwaniem jest też zaopatrzenie banku krwi, która przywożona jest aż z Lusaki oddalonej o 260km, podobnie jak większość produktów i żywność. Czasem karkołomne jest też porozumiewanie się z pacjentami-część z nich mówi płynnie po angielsku (jest to język urzędowy), jednak większość mówi w językach plemiennych, w naszym regionie zazwyczaj w języku nyanja.Bez pomocy personelu szpitala nie miałybyśmy szans się z nimi dogadać. Zresztą, samego personelu również brakuje (S. Góra jest jedynym lekarzem w całym szpitalu!). Dla nas najgorsze są momenty, gdy przychodzą pacjenci w bardzo ciężkim stanie, z rozsianymi chorobami nowotworowymi, nieleczonym AIDS, kiedy już niewiele można dla nich zrobić. Trudno jest też pogodzić się z faktem, że wielu pacjentów w warunkach europejskich mogłoby otrzymać pomoc dzięki zaawansowaniu medycyny i odpowiedniemu sprzętowi, tutaj jednak nie mają oni takiej możliwości. Czasem są to bardzo młodzi ludzie. Tym bardziej wzrasta nasz podziw dla Sióstr i całego personelu szpitala, który mimo trudności podejmuje codziennie na nowo swoją misję pomagania potrzebującym i nie słabnie w niesieniu ulgi w cierpieniu jak to tylko możliwe, wszystkimi dostępnymi tu metodami. Ich kompetencje potrafiłyby zawstydzić niejednego lekarza specjalistę.

Zatem nasza afrykańska przygoda wciąż trwa. Mimo że życie w naszej wiosce jest spokojniejsze niż w dużych europejskich miastach, to jednak okazuje się, że czas również płynie szybko. Wiele już za nami, ale zdążyłyśmy się przekonać, że tutaj każdy dzień może naprawdę zaskoczyć. Do wyjazdu jeszcze trochę-wracamy z początkiem lutego, niemniej już teraz składamy wyrazy naszej wdzięczności za wszelką pomoc i wsparcie okazaną nie tylko nam, ale także naszym braciom i siostrom z południowej półkuli. Wasza troska o nich przyniosła wiele wzruszeń również i nam. Jest piękno i dobro w ludziach!Czasem wydaje się, że to, co robimy, to kropla w morzu, przecież nie naprawimy całego świata. Ale pomaga myśl, że czasem udaje się naprawić świat jakiejś jednej osoby.

U początku nowego roku 2018 składamy wszystkim najlepsze życzenia-aby przyniósł on Wam nadzieję i wiarę w ludzi, poczucie sensu i spełnienie marzeń, a także siły, zdrowie, szczęście i uśmiech, serdecznych przyjaciół, wiele miłości i wszelką pomyślność! Szczęśliwego Nowego Roku!

Pozdrawiamy gorąąąąąąąco,

Agnieszka i Magda